VivaBiancaLuna Biffi

VivaBiancaLuna Biffi i renesansowa piosenka poetycka

Viva pracuje w swoim rytmie. Ten rytm oznacza nowy solowy program raz na kilka lat. Czy to dobrze czy źle? Źle dla wielbicieli jej talentu, a dla niej samej? Mamy nadzieję, że wie, co robi.
Na szczęście,  kilku zaprzyjaźnionym z Vivą osobom udało się ją przekonać, że program „Fermate il Passo”, który liczy już sobie  kilka ładnych lat i który zaprezentowała już na wielu europejskich festiwalach (także na „Muzyce w Raju”) gotowy jest do nagrania, a przede wszystkim wart jest tego, by za pośrednictwem płyty czy innych nośników dotarł do szerszej publiczności.
Nie będzie to zadanie łatwe, bowiem „Fermate il Passo” jest de facto spektaklem. Spektaklem intymnym i za każdym razem innym. Jest też projektem skrajnie wyrafinowanym od strony literackiej, instrumentalnej i oczywiście wykonawczej.
O co w nim chodzi? Najprościej rzecz ujmując: o rolę jaką we włoskiej kulturze muzycznej odegrała frottola, czyli posługując się naszą terminologią i sprawę nieco upraszczając, piosenka. Jednak nie piosenka zwyczajna i banalna. To raczej zjawisko, które moglibyśmy raczej nazwać „piosenką poetycką” i to w sensie dosłownym, bowiem rolą muzyki było wspieranie struktury poetyckiej, wzmacnianie jej, jeśli tak można powiedzieć, deklamacyjnej ekspresji. Dzięki muzyce poezja miała stać się jeszcze bardziej poetycka i jeszcze bardziej poruszająca.
Tak jak poeci musieli swoją wyobraźnię zamknąć w regułach wersyfikacji, tak kompozytorzy byli wierni kanonowi formuł harmonicznych, rytmicznych i ekspresyjnych.
Mogłaby urodzić się z tego twórczość bardzo schematyczna, oparta na precyzyjnych zasadach i całkowicie przewidywalna. Mogłaby, gdyby nie jedna okoliczność – wykonawca. Wiemy, że frottola żyła życiem arystokratycznym i plebejskim. Wiemy, że występowała w formach prostych i wyrafinowanych. Wiemy, że swój sukces zawdzięczała poetom starożytnym i nowożytnym oraz współczesnym kompozytorom. Jednak największy dług wdzięczności miała wobec wykonawców, zwłaszcza tych, którzy potrafili być jednocześnie deklamatorami i muzykami.
Klasyczną formułą wykonawczą było połączenie głosu ludzkiego z akompaniującą mu lutnią. Jednak za najbardziej wyrafinowany związek uważano sytuację, w której śpiewak akompaniował sobie na instrumencie smyczkowym. Nie tylko dlatego, że to trudniejsze, ale po prostu dlatego, że instrument smyczkowy ma nieskończenie większe możliwości wyrazowe.
Z tego choćby powodu projekt Vivy jest fascynujący i wyjątkowy. Nie ma dzisiaj na świecie nikogo, kto byłby w stanie podjąć się odtworzenia tej praktyki wykonawczej.
Powód drugi wiąże się z rolą, jaką deklamowana frottola odegrała w historii muzyki europejskiej, chociaż wciąż nie do końca zdajemy sobie z tego sprawę. Tymczasem frottola w takiej postaci, w jakiej ją usłyszymy była krokiem prowadzącym do powstania opery. Ta u swych początków nie przypominała wcale opery takiej jaką znamy z twórczości Händla, Mozarta, Rossiniego czy Verdiego, gdzie dominują arie. Wczesna opera opierała się na muzycznej deklamacji i w tym sensie była po prostu rozwinięciem estetyki frottoli.
VivaBiancaLuna proponuje nam więc zajrzenie za kulisy powstania opery i spotkanie z czymś, co jest jednocześnie popularne i skrajnie wysublimowane. Robi to przy tym w sposób tak bezpretensjonalny i naturalny, że trudno jej nie uwierzyć. Po prostu nie wypada jej nie uwierzyć, a to zdarza się tylko w przypadku artystów największych.

CZ

www.vivabiancaluna.com